Giorgio Morandi
Giorgio Morandi

2 września 2026

Ulubieni

Są takie momenty, że aż zatyka człowieka z zachwytu. Mnie zatkało ponad 30 lat temu, kiedy usłyszałam po raz pierwszy o włoskim artyście Giorgio Morandim i zobaczyłam w albumie jego prace.

A w ubiegłym roku, 2025, miałam ogromną przyjemność i szczęście zobaczyć część z nich na żywo, na wystawie w warszawskiej Galerii Zachęta. Wspaniała kultura malarska, konsekwencja, harmonia, zestawienia barw i form – oto za co ciągle podziwiam sztukę Giorgio Morandiego. Chciałabym kiedyś odwiedzić jego pracownię – mieszkanie w Bolonii.

Podobnej wagi zachwyt przeżyłam na ogromnej, zupełnie innej charakterem wystawie monograficznej Pietera Bruegla w Kunsthistorisches Museum (KHM) w Wiedniu w 2018 roku. Niesamowite było nie tylko zobaczyć niemal wszystkie dzieła Bruegla w jednym miejscu, ale także oglądać je na ekranach w gigantycznym powiększeniu. Tak, słusznie ta wystawa została uznana za historyczne i absolutnie wyjątkowe wydarzenie kulturalne.

Brama Kijów

Brama Kijów

25 sierpnia 2026

Bramy, przejścia, fasady

Pierwsze były balkony. A potem… płynnie od balkonów moja fascynacja architekturą Kijowa przesunęła się na fasady domów i przejścia, bramy. Niesamowicie piękne ściany kijowskich kamienic, à la barokowe zdobienia, gzymsy, detale. Bramy miejskich kamienic zapraszały, ale samo przejście intrygowało mnie najbardziej. Przejście prowadziło na podwórko, a tam niekiedy widać było następne przejście w kolejnym budynku.

Och, co za temat!
Uchwycić światło głaskające bramę od środka, tajemnicę tego, co schowało się dalej. Co za szczęście, że był to jeszcze czas bez szlabanów, zasieków w mieście (i z mniejszą ilością samochodów).

Kijów więc znowu był pierwszy, potem kolejne miasta odsłaniały przede mną urodę swoich bram i zaułków. Malowałam więc bramy z Wilna, Lublina, Krakowa, Katowic, Chrzanowa, potem architekturę niemieckich miast: Otterndorfu i Stade oraz francuskiego Lyonu.

Przejścia i bramy podczas malowania nabierały też nowych znaczeń i metafor; stawały się przejściem między tym, co znane i widoczne, a tym, co ukryte, pomiędzy światłem a cieniem, dobrem a złem.

Teraz wracam po przerwie do malarstwa i zacieram z radością ręce, bo tyle pięknych miejsc do namalowania przede mną! Wkrótce opowiem, które niezwykłe miasto zostało moją pierwszą wielką inspiracją po latach.

Kijów rok 1997 Kijów rok 1997

10 sierpnia 2026

Balkony Kijowa

Tak pisałam o Balkonach Kijowa w marcu 2000 roku:

„Człowiek, związany emocjonalnie z danym miejscem, nosi w sobie jego obraz, a określone drobne "migawki" w podświadomości tworzą niepowtarzalny i osobisty portret miasta. Podobnie było u mnie z Kijowem. W porównaniu z moim rodzinnym Krakowem, który pokryty patyną czasu, utrzymany jest w kolorze sepii, zgaszonych brązów i szarości - Kijów zaskakiwał jaskrawymi kolorami ścian domów, ornamentami, barwną szachownicą zabudowanych balkonów w nowych domach, bądź samotnością niektórych balkonów na tle wielkiej ściany w budownictwie starszej daty. Elewacje tutejszych budynków zwracały moją uwagę swoją "innością", nawet egzotyką. (…)

Minęło kilka lat, zanim te odczucia przerodziły się w konkretny pomysł nadania im materii malarskiej.
Cykl obrazów "Balkony Kijowa" to przedstawienie moich wrażeń, wynikających ze zdumienia i zachwytu nad estetyką wybranych elementów architektury monumentalnego miasta Kijowa. Wzrusza mnie ich piękno, choć niekiedy wynika ono z obiektywnej brzydoty, zniszczeń, przemalowań, zadrapań, czy absurdalnych wręcz (z punktu widzenia architekta) zestawień form. Józef Czapski tak pisał o podobnym uczuciu:
"To ten sam zachwyt samotny, nieoczekiwany, poczucie, że my jedni widzimy cud piękności niepowtarzalny, który w oczach innych jest albo zupełnie niezauważalny, albo - co gorzej - śmieszny."

Anna uczennica pierwszej klasy

21 lipca 2026

Marzenie o rudości

Wolę biały od czarnego. Słońce od księżyca. Wolę psa od kota. Lepsza cisza od hałasu. Piękniejszy barok od renesansu. Lato od zimy. I wysokie, wygodne samochody od niskich, niewygodnie płaskich. Za to wolę niskie obcasy od wysokich. Odkąd pojawiły się możliwości (chna w sklepach w latach 80-tych), zaczęłam być ruda.

Ania i albumy

1 lipca 2026

Podaruj dziecku wolność tworzenia

W dzieciństwie nie lubiłam koloru różowego ani niebieskiego. Wiadomo - jesli chodzi o ubranie, nie wybrzydzało się, trzeba było chodzić, w czym było. Babcie szyły sukienki, robiły na drutach, potem - pewnie już w wieku 13 lat szyłam sobie sama, dziergałam różne rzeczy, robiłam patchworkowe spódnice, swetry, torebki, farbowałam tkaniny. Rodzice dawali nam wolność tworzenia i np. w pokoju, w którym mieszkałam z młodszą siostrą, mogłyśmy malować po ścianach - raz był to smok, a potem namalowany ceglany mur. To było super. Jednak nie znaczyło to róbta co chceta, były ramy, wiadomo było, co komu wolno i kiedy.